Death Mask

Death Mask – Apache/Alternative (1993)
Są filmy tak złe że przechodzą do historii kina jak “The Room” Tommyego Wiseau z Poznania 🙂 Są też gry tak fatalne że zapisały się w historii gier. Tak właśnie jest z grą DEATH MASK. W 1993 roku tryumfy święciło IDsoftware oraz ich najlepsza gra czyli DOOM. To była gra która zrewolucjonizowała granie i zapoczątkowała nową modę na gry doomopodbne. Klonów oma pojawiło się tyle że ciężko je było zliczyć. Ale tylko na blaszaki. Przyjaciółka nie była w stanie uciągnąć takiej grafiki i na Amigowym rynku gier powstała olbrzymia wyrwa. I po koniec 1992 roku chłopaki z Apache postanowiły tą wyrwę zapełnić wypuszczając… PIERWSZEGO DOOMA NA AMIGĘ! Mało tego! Dooma który będzie działał na Amidze 500! To był szok. Posiadacze przyjaciółki nie mogli wprost w to uwierzyć. To było zbyt piękne aby było prawdziwe.
Tyle że w 1993 roku gra się naprawdę ukazała i z miejsca stała się sensacją.
No dobra. Ok. Ile ta gra miała wspólnego z Doomem? Oj niewiele. Przede wszystkim nie mieliśmy swobody ruchu. Obroty wokół własnej osi odbywały się skokami o 90 stopni. Przypominało to schematy jakie znaliśmy z różnych gier RPG typu Dungeon.
To była pierwsza łyżka dziegciu. A tych łyżek było co niemiara. W zasadzie beczka była ich pełna i ciężko było szukać w niej miodu. Grafika (choć nie była bardzo zła) była niesamowicie płaska. DYsponowaliśmy arsenałem pięciu broni i dostępna była zarówno kampania (to chyba za duże słowo) dla jednego gracza jak i tryb multiplayer (!!!!!!) na podzielonym ekranie.

Przeciwnicy byli głupi jak but. Przejście gry na trybie solo zajmowało może godzinę i w miarę upływu czasu robiło się coraz bardziej nudne. W 1993 dysponowałem zarówno PC jak i Amigą i kiedy pierwszy raz ujrzałem Death Mask to parsknąłem śmiechem. APACHE postanowili odciąć sobie kupony od popularności gry IDsoftware w dosyć bezczelny sposób i zarobić na tym trochę kasy I wiecie co? Ten plan się powiódł bo gra przez chwilę była hitem. Serio. Wszyscy pytali o Dooma na Amigę. Nie znam dokładnej ilości sprzedanych kopii ale chłopaki wyszły na swoje.
Tryb multiplayer bawił prze może kwadrans. Wszystko przez sposób poruszania się i piekielnie podobne do siebie i nieciekawe mapy. Ponieważ wszystko było robione pod kątem 90 stopni ciężko było wymyślić coś oryginalnego.
Głód Dooma był jednak w Amigowym świecie tak duży że chyba każdy tą grę miał i się nią chwalił przed znajomymi. O ile posiadacze 8 bitowców mogli kiwać głową z uznaniem to PC-ciarze tylko z politowaniem.
Mimo to wiele osób do dziś daży ten produkt dużym sentymentem. Między innymi ja. To gra tak zła że aż dobre i warto pamiętać że taki twór doomopodbny powstał. Zresztą była to pierwsza tego typu gra na Amigę! A do tego działała płynnie na Amidze 500!
Tom Rollauer